poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Migawki z Sardynii...


Wróciłam...Przynajmniej ciałem...
Było cudownie i pięknie, czyli jak zwykle w tym cudownym miejscu i Tym towarzystwie...:)
Jadłam rozpływająca się w ustach Burratę, swieże małże, krewetki, ośmiorniczki i najbrzydszą rybę na świecie - żabnicę ( za to smak wyśmienity!). Jadłam carasau, pieczonego prosiaka i ravioli z ricottą. Objadałam się figami i serem pecorino, piłam Canonau i Mirto i wrzuciłam w siebie chyba tonę lodów...



(





2 komentarze:

  1. uwielbiam takie wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne wspomnienia, piękne widoki i rozmaitości na stole. Też kocham wakacje i to błogie lenistwo, które im towarzyszy:) Byle do wakacji:)

    OdpowiedzUsuń